Strona „Projekt Prozaicy” korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – strona zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia przepraszamy, za waszą aktywność jesteśmy wdzięczni, a prywatnie pozdrawiamy i życzymy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

niedziela, 22 października 2017

#2 – „Dlaczego ludzie piszą?”

Po co marnować czas na pisanie?

Na początek chciałbym Was przeprosić w imieniu wszystkich członków zespołu za to, że jeszcze nie opublikowaliśmy niczego poza powitaniami. Powody tego są różne, każdy z nas ma jakiś, wszystkie skupiają się do tego, że wolny czas ostatnio nam nie chce towarzyszyć.
Ja tworząc „PP” dokładałem wszelkich starań, by były to osoby, które ot tak nie znikną. Na to samo będziemy zwracać uwagę przy przyjmowaniu kolejnych członków, bo chcemy, by grupa się rozrosła. Jednak od początku miały to być osoby dorosłe, w jakiś sposób zajęte już swoim życiem, mający prace, dom, rodzinę. Nie chciałem tutaj setek małolatów, które cechuje słomiany zapał, jeszcze niewyrobione poglądy, lekkie podejście do obowiązków, bo ten projekt, jak każdy, to jednak obowiązek. Czuję, że zaraz posypią się na mnie gromy, gdy przejdę do obowiązków, ale trudno.
Wielu uważa, że obowiązkowość, to robienie czegoś na czas, wyrabianie się w jakimś terminie. Oczywiście, w pewnym sensie tak jest, ale nie w każdym miejscu, nie w każdej sytuacji. Na czas trzeba oddać pracę szkolną, taką zaliczeniową, na czas trzeba przesłać szefowi projekt czy stawić się w pracy. Tworzenie tego projektu ma jednak na celu skupiać ludzi z pasją, więc choć jest obowiązkiem, to jednak nie kładzie aż takiego nacisku na terminy. W życiu po prostu istnieje coś takiego jak priorytety i gdybyśmy mieli pisać na dany termin, to często wiązałoby się to z przemęczaniem naszych organizmów, ale też z pisaniem na siłę, bez weny, bez możliwości wyczerpania tematu, bez zaangażowania i włożenia w to serca. Ludzie, którzy tworzą tę grupę, są w stanie to zrozumieć, mam nadzieję, że większość naszych czytelników, także będzie w stanie to zaakceptować. Ze swojej strony możemy obiecać, że nie znikniemy, że gdy będziemy mieli czas i wenę, to posty będą się pojawiać jeden po drugim, ale też przewidujemy czasy posuchy, mogące trwać nawet około dwóch czy trzech miesięcy.
Pierwszy post tematyczny na „PP” ma odpowiedzieć na pytanie „Po co marnować czas na pisanie?”, czyli postaram się przybliżyć czytelnikom dlaczego ludzie piszą, dlaczego decydują się na stworzenie jakieś historii, a następnie, nierzadko, na opublikowanie jej. Pobudek jest tak naprawdę mnóstwo i choć ja sam w życiu nie określiłbym pisania ani czytania mianem marnotrawstwa czasu, to zdaję sobie sprawę z tego, że dużo ludzi te czynności właśnie tak nazywa – stratą czasu.
W Blogosferze spędziłem ładnych parę lat, na Wattpadzie też jestem już od kilku obecny i pomijając tych, którzy po prostu piszą, bo tak sobie chcą, bo to modne, bez większego celu, ambicji, pomysłu, to grupa ludzi piszących z pasją i sercem tak naprawdę dzieli się na dwie podgrupy: ludzi, którzy tworzą, by coś zrozumieć, uporać się z własnymi demonami, pogodzić z rzeczywistością i na takich, którzy chcą od tej rzeczywistości uciec, osłodzić ją sobie, pożyć chwilę w marzeniach. I w jednym i w drugim przypadku pisanie to forma terapii i choć nie taki był główny cel autora, to jednak jest to coś pobocznego czego nie sposób uniknąć i często nawet można sobie nie zdawać z tego sprawy.
Pisząc „uporać się z czymś” lub „zapomnieć o czymś” nie miałem na myśli tego, że nasze książki muszą być naszą autobiografią lub zupełnie się od niej różnić. W obu tych przypadkach chodzi o coś głębszego. Pierwsza podgrupa piszących, do której sam należę, to osoby, które akceptują rzeczywistość taką jaką jest, pogodzili się z nią i ich twórczość nie ma za zadanie rozbawiać do łez. Druga podgrupa piszących robi zupełnie odwrotnie i uważa, że skoro rzeczywistość jest szara, nudna, smutna, to należy w książce nieco pokolorować, by poprawić sobie i czytającym humor. Kto wie, może kiedyś sam spróbuję stworzyć jakąś komedię, ciepły romans czy bajeczną przygodówkę dla najmłodszych i zobaczę jak to działa, bo póki co o tej drugiej podgrupie, ich motywach i działaniach mogę tylko gdybać lub opierać się na rozmowach z takimi osobami, które pisząc, stworzyli powieści z naprawdę dobrym zakończeniem, by poprawić samym sobie nastrój, by oderwać się od problemów dnia codziennego i pociągnąć za sobą czytających, pozwolić im na chwilę wytchnienia, na złapanie oddechu.
A więc „Po co marnujemy czas na pisanie?”. Dla piszących, niezależnie od tego, do której podgrupy należą, pisanie nigdy nie jest czasem straconym, zupełnie tak jak dla sportowca kolejny trening, dla baletnicy kolejna próba, dla aktora kolejny tekst do nauczenia się na pamięć. Ten sportowiec nie musi zaraz startować do olimpiady, baletnica może być pięciolatką, której za jakiś czas zmieni się hobby, a aktor wcale z aktorstwem nie musi wiązać swojej przyszłości. Zmierzam do tego, że nie każda osoba pisząca ma na celu wydać bestseller, nie każda traktuje pisanie jak przyszły zawód i sposób na zarobek, ale mimo tego pisania nie uważa za czas zmarnowany. Bowiem czas stracony dla przyjemności, nigdy nie jest czasem straconym. W tej chwili odpowiedź na pytanie „Dlaczego ludzie piszą?” staje się banalnie prosta, oni robią to dla przyjemności, swojej własnej. Jeśli więc ktoś pisze w pierwszej kolejności pod publikę, dla zdobycia popularności, dla dużej liczby czytelników i pod tych czytelników tworzy swoje opowieści, to wcześniej lub później, ale wypadnie z gry, bo nie będzie miał ochoty tracić swojego czasu na coś co nie sprawia mu przyjemności, a takie pisanie przyjemności nie sprawia nigdy. Takich ludzi w Blogosferze i na Wattpadzie spotkałem tysiące, dziś nie ma po nich już ani śladu, ale na ich miejsce zaraz pojawiają się następni. Takie osobniki wyrastają jak grzyby po deszczu i nie ma na to rady. Oni marnują czas swój i swoich czytelników, którzy „kupili” jakąś ich historię, ale niedane im było doczekać się zakończenia.
Twórczość internetowa opiewa w ludzi, którzy uważają, że nie są do niczego zobowiązani, że zaczynając publikować nie mają obowiązku zakończyć publikacji, często nawet nie mają odwagi się pożegnać, znikają bez jakiejkolwiek, nawet marnej informacji. Ci, którzy mają nieco więcej odwagi, tłumaczą to tym, że dopiero się uczą, że mieli prawo się znudzić, znaleźć sobie inne hobby. Oczywiście, mieli takie prawo, ale moim zdaniem powinni być uczciwi i napisać już na samym początku, że to próbka, że oczekują rady, pomocy, szczerej opinii, ale że z ich strony nie ma co liczyć na dokończenie tego działa, gdyż nie są pewni samych siebie. Wtedy ja i wielu takich jak ja, nie marnowałoby czasu, nie angażowało się w coś czego nie ma szans otrzymać w całości. Znalazłyby się pewnie też osoby pomocne, które doradziłyby coś, spojrzały na taką twórczość okiem krytyków literackich, a nie czytelników, którzy chcą przeżywać wydarzenia razem z bohaterami, poznać ich rozwinięcie i zakończenie.
Internet jest duży i ma jeszcze sporo wolnego miejsca, dlatego myślę, że każdy może znaleźć w nim coś dla siebie. Najważniejsze to jednak być od początku uczciwym, ale na tym zakończę, bo tu post przeskoczyłby do publikacji, do jej wad i zalet, a ten temat nie został przydzielony mnie, a komuś innemu i nie chcę się komuś wcinać w kompetencje.
Przypominam, że ludzie tworzący grupę „PP” są otwarci na dyskusję, dlatego jeśli macie inne zdanie, jeśli waszym zdaniem ludzie piszą z innych pobudek lub sami tworzycie z zupełnie innych powodów, to śmiało, możecie się wypowiedzieć. Człowiek uczy się całe życie. Oczywiście nie chodzi tu o to, by na siłę zmieniać czyjeś poglądy, ale jeśli argumenty będą rozsądne, to dobrym pomysłem będzie się nad taką wypowiedzią zatrzymać i zastanowić. Ja zawsze tak robię, gdy czyjś komentarz mnie zaintryguje i nigdy nie zamykam się na poglądy innych, mogę jedynie się z nimi nie zgadzać i pozostawać przy własnych. Mimo wszystko zawsze ceniłem ludzi myślących, nawet jeśli myślą zupełnie odmiennie niż ja. Tak samo jak cenię twórczość tej drugiej podgrupy, choć należę do tej pierwszej. Ja mogę się w nią nawet nie zagłębiać, ale wiem, że jeśli powstała z sercem, pomimo czemuś i na przekór czegoś, to także po coś, także dla czegoś. Przykładem na to są choćby piszące, rozwiedzione kobiety, które zostały zdradzone czy w jakiś inny sposób zawiedzione przez swoich mężów. Dla nich stworzenie idealnego kochanka, dobrego faceta i zgodnego partnera było po coś. I choć taki mężczyzna ma często za wiele zalet i za mało wad, by móc istnieć naprawdę, to one miały taką potrzebę, by go powołać do życia, choćby na kartkach swojej książki i setki kobiet będących w ich sytuacji miały ochotę o takim bohaterze przeczytać. Nie można więc z góry uznawać takich książek za dno, za coś niegodnego uwagi. To może być niegodne naszej uwagi, bo mamy inne preferencje, ale musimy się liczyć z tym, że nie jesteśmy jedynymi odbiorcami, że są też inni, że są tacy, którzy właśnie coś takiego chcą przeczytać. Czytelnicy też dzielą się na kilka podgrup i tak naprawdę po to mamy tyle gatunków, by móc trafić w gust każdego. Podobnie jest z filmami – jedni wolą płakać na dramatach, inni śmiać się na komediach. Póki jednak autor tworzy z pasją, sercem i w pierwszej kolejności dla samego siebie oraz własnej przyjemności, to nie powinien zrażać się opiniami innych. Korzystać z ich rad – jasne, nieraz powinien, ale nie może pozwolić na to, by to czytelnicy dyktowali mu o czym ma pisać, jak ma pisać i kiedy ma to robić.
Pozdrawiam
Dariusz Tychon.