Strona „Projekt Prozaicy” korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – strona zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia przepraszamy, za waszą aktywność jesteśmy wdzięczni, a prywatnie pozdrawiamy i życzymy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

niedziela, 25 marca 2018

#3 – „Wady i zalety publikowania w internecie”

Dlaczego publikujemy swoje opowieści?

Witajcie po dłuższym czasie. W ostatnim okresie wszyscy jesteśmy bardzo zabiegani, ale pomimo tego nie zapominamy o czytelnikach. Nawet jeśli nasza obecność na Projekcie Prozaików jest znikoma, to wciąż publikujemy kolejne rozdziały swoich opowiadań. Mamy w planach też w przyszłym tygodniu założyć konto na Instagramie i Twitterze, gdzie będziemy, podobnie jak na Facebooku, na bieżąco informować Was o każdym naszym wpisie. Będzie więc możliwość zaobserwowania tam gdzie Wam najwygodniej.
Teraz jednak warto przejść do głównego tematu tego posta, zamiast rozwodzić się nad informacją.
Publikacja, jak wszystko w życiu, ma swoje wady i zalety, mocniejsze i słabsze strony. Przede wszystkim ja osobiście szanuję wszystkich tych, którzy piszą do szuflady. Sama robiłam tak długie lata i nie żałuję ani jednej godziny spędzonej nad kartką. Piszemy przede wszystkim dla siebie, więc pisanie samo w sobie powinno sprawiać nam radość.
Kiedy więc decydujemy się na publikację i z jakich pobudek? Co daje nam publikowanie? Myślę, że nie mogę wypowiadać się za wszystkich, bo nie jestem w stanie tego zrobić. Mogę jedynie mówić za siebie. Ja zdecydowałam się na publikację swoich opowieści, by poznać opinie innych na ich temat i by puścić je w świat. Doszłam do wniosku, że nie chcę niczego wydawać, a jednocześnie chcę, by to co tworzę nie było tylko dla mnie. Internet wydał mi się być idealnym miejscem do spełnienia moich oczekiwań.
Publikacja w internecie, to jednak nie tylko kolory radości. Jak już wspomniałam na początku – publikacja ma wady i zalety. Przede wszystkim trzeba być wytrwałym, pewnym tego co się robi, dlaczego i dla kogo. Musimy zdawać sobie sprawę, że to co tworzymy nie spodoba się każdemu, że spotkamy się z krytyką, a być może nawet i z hejtem oraz niesłusznymi oskarżeniami.
Ja spotkałam się zarówno z uzasadnioną krytyką, za którą jestem jak najbardziej wdzięczna, jak i z ludźmi, którzy chcieliby mój pomysł opisać po swojemu. Tych pierwszych należy szanować, tych drugich od razu odprawić. To tak jak z książkami, jeśli trafiamy na taką, w której nie podoba nam się co któreś zdanie, to chwytamy za inną, a nie piszemy tę książkę po swojemu, prawda?
Nie spotkałam się z hejtem, przynajmniej nie u siebie, ale byłam nieraz świadkiem sytuacji, gdy stado jakiś baranów mieszało jakiegoś autora z błotem dla własnej satysfakcji. Ludzie są podli i przed publikowaniem czegokolwiek musimy zdawać sobie z tego sprawę. Musimy też od początku wiedzieć, że nie piszemy dla tych baranów, dlatego jeśli przez nich przestaniemy to robić, jeśli przestaniemy pisać i publikować przez takich ludzi, to dla nich będzie nagrodą, a krzywdą dla naszych czytelników.
Dotknęło mnie oskarżenie o plagiat, najbardziej tym, że osoby, które mi to zarzuciły (nawet nie mam pewności czy to były osoby, czy jedna osoba) nie podjęły się dyskusji, gdy ja odpowiedziałam na ich oskarżenie. Ja chciałam tej dyskusji, argumentów, przytoczenia cytatów. Nie otrzymałam niczego z tych. Zamiast tego dostałam odpowiedź, że jeśli imiona i nazwiska moich bohaterów są takie jak w jakimś serialu, to to już jest plagiat. Zabawne, bo przeglądając moją filmotekę i bibliotekę spotkałam co najmniej dziesięciu Greyów, w tym z jakiś pięciu Christianów Greyów, i co z tego? Czy każda taka książka i film były wzajemnie swoimi plagiatami? Nie, nie były. Dlatego przed publikacją musimy być pewni swego, by potem nie dać sobie wcisnąć jakieś nieprawdy, by nie dać sobie wmówić czegoś z czym się nie zgadzamy.
Kolejną wadą publikacji jest to, że nie od razu zdobędziemy tysiące czytelników. Być może nigdy nie osiągniemy takiej liczby i od samego początku musimy się z tym pogodzić. Musimy mówić sobie „co ma być to będzie”, wytrwale publikować dalej i zobaczyć jak wszystko się rozwinie. Zabieganie o czytelników ma sens, ale nie każdym kosztem. Na przykład ja nie akceptuję czytania za czytanie, rozsyłania spamu w każdym miejscu i słodzenia komuś na temat jego twórczości tylko po to, by ten ktoś posłodził także nam.
Publikacja ma jednak też zalety. Można poznać naprawdę wiele ciekawych osób, dowiedzieć się jakie mają poglądy, co spotkało ich w życiu. Po pierwsze to cudowne uczucie, gdy ktoś docenia naszą pracę i chce przeczytać ją w całości. Świetnie, gdy dzieli się z nami swoimi emocjami i myślami, nawet jeśli te nie pokrywają się z naszymi. Super, gdy tak naprawdę obcy nam człowiek się uzewnętrznia i w niektórych momentach utożsamia, z którymś z naszych bohaterów lub przyznaje, że sytuacja przedstawiona w naszej opowieści nie jest mu obca. Bardzo dobrze, gdy ktoś nam radzi i informuje nas o zasadach języka, o których my nie mamy pojęcia (to jest właśnie ta konstruktywna krytyka).
Publikacja tak naprawdę potrafi nam wiele zabrać. Zabiera nerwy i czas. Momentami odbiera wiarę w pisanie i motywację, by dalej dzielić się naszą twórczością z innymi. W innym jednak momencie publikacja potrafi nam wiele dać. W jednej chwili potrafi oddać wszystko to co wcześniej zabrała, a do tego sprawić, że się uśmiechamy, że mamy z kim podyskutować na temat naszej twórczości i przede wszystkim mamy poczucie, że to co robimy, to już nie tylko dla nas, że robimy to też dla kogoś, a dzięki temu trudniej nam to rzucić przez jakąś błahostkę i łatwiej doprowadzić do końca każdą z rozpoczętych historii.
Pozdrawiam,
TM (Taka Miłość).